sobota, 21 września 2013

MAŁE SKANDALE WIELKICH BRUDASÓW - I ODWROTNIE :) - II

CZYSTY BRUD

Za głównego oponenta higieny uchodzi chrześcijaństwo, niosące ze sobą  pogardę dla cielesności. To jednak tylko część prawdy.


W istocie, św. Hieronim mawiał co prawda, że kto przyjął chrzest, temu inna kąpiel nie jest potrzebna, miał jednak na myśli nie czynności higieniczne, ale rytualne pogańskie obrządki.
Choć asceci i pustelnicy świadomie odrzucali  uciechy ciała poszukując raczej wyżyn ducha, to jednak przez pierwsze stulecia chrześcijanie bynajmniej nie porzucili rzymskiego upodobania do cielesnej czystości. I choć w kolejnym tysiącleciu rycerze krzyżowi uchodzili w świecie islamu nie tylko za wrogów Allacha, ale i „cuchnące psy”, zauważyć wypada, że sławne tureckie łaźnie islam   odziedziczył po chrześcijańskim Bizancjum.

Metoda na zdrapkę

Choć czasy rzymskie uchodzą za higieniczny wzorzec, wizja pławiących się w termach obywateli  jest cokolwiek zwodnicza. Uliczki wielkiego Rzymu cuchnęły nie gorzej (a może z racji wielkomiejskich architektury - bardziej) niż inne ówczesne metropolie. W tysiącach wielopiętrowych kamienic jedynym sposobem pozbywania się nieczystości było wylewanie ich przez okna.

Grecja, stanowiąca dla Rzymian niedościgły wzór nie była bynajmniej demokracją czyścioszków. Powszechną praktyką higieniczną było nacieranie ciała oliwą, którą zdrapywano następnie wraz z brudem. Tak jak w Rzymie miejscem spotkań i pogawędek były termy, w Grecji funkcje tę pełniły publiczne toalety. Przybytki te - solidnie wykonane i wygodne gościć mogły w jednym czasie nawet pięćdziesięciu potrzebujących.

Jeśli łaźnie miejskie budziły opory w chrześcijańskim świecie, to nie tyle za sprawą upodobania do brudu, ale z obawy przed ryzykiem rozwiązłości. Skądinąd były to obawy uzasadnione Nie bez powodu jeszcze w czasach nowożytnych prostytutki zwane były „pannami łaziebnymi”. Gwoli skrupulatności dodajmy, że również w wiekach średnich w wielu miejskich łaźniach zażywano kąpieli bez podziału na płeć, a rozrywką panów było obserwowanie kąpiących się kobiet ze specjalnych galerii.

Czyścioszek Jagiełło

Na tym tle innych ludów europejskich Słowianie prezentowali się nie najgorzej. Wiadomo, że Bolesław Chrobry miał zwyczaj chłostać za przewiny co możniejszych poddanych podczas ablucji w łaźni. Czyścioszkiem był Władysław Jagiełło, który nie wytrzymywał bez kąpieli więcej niż trzy dni. Jeszcze większy nacisk na higienę kładł książę Witold, który codziennie korzystał z łaźni. Być może nawet panowie używali w tym celu mydła nowinki jednak mało rozpowszechnionej i na ogół marnej jakości (za przysłowiowo kiepskie uchodziły mydła wrocławskie), za wyjątkiem niezrównanych mydeł z Nowego Sącza.

We wczesnym średniowieczu łaźnie parowe (banie), choć żałośnie skromne w zestawieniu z rzymskimi (co odnotowuje podróżnik Ibrahim ibn Jakub) były powszechne i należą do częstych odkryć archeologicznych, podobnie jak kościane grzebienie.

„Parzenie się” pomagało nie tylko zwalczać choroby skóry, ale było też skutecznym sposobem na dezynsekcję. A było co zwalczać, zwłaszcza wśród ludu: gdy duńscy wojowie (którzy niejedno widzieli) wkroczyli po oblężeniu do Gardźca na Rugii, nie byli w stanie zdzierżyć zaduchu i wszechobecnego robactwa na ulicach grodu. Nawet tak pokaźne miasta jak Gdańsk czy Szczecin były zagnojone do tego stopnia, że woda ze studni nie nadawała się do niczego – po  zdatną do picia trzeba więc było chodzić do rzeki.

Jeszcze gorzej bywało na wsi: - Przeciętny dom był półziemianką z jedną izbą, w której żyło co najmniej kilka, a czasem nawet kilkanaście osób, które myły się rzadko i zwykle ich jedyną odzieżą było to, co miały na sobie. Jeśli dodamy do tego zapachy kuchni, a często również zwierząt, to otrzymamy mieszankę zapachów, którą trudno sobie dziś wyobrazić – mówi dr Dariusz Dąbrowski, historyk.

Jadwiga całuje ręcznik

Najlepsze czasy dla brudu w Polsce rozpoczynają się około XIII wieku. Na dwory wkroczyła moda na ascezę, którego ucieleśnieniem była św. Jadwiga, żona Henryka Brodatego.

Niewiasta ta praktykowała, co prawda cnotę czystości, ale wyłącznie w odniesieniu do łoża. Odrzuciła strojne  szaty i biżuterię i wykwintny stół. Żyjąc jak mniszka miała w zwyczaju całować miejsca, dotknięte przez stopy ludzi pobożnych, a nawet przykładać do twarzy ręczniki sióstr zakonnych – szczególnie miejsca najbardziej zabrudzone. Wodą, w której siostry myły nogi Jadwiga nacierała oczy i twarz, zarówno sobie, jak i wnukom. Zachęcała do tego również synową, księżną Annę. Wspomina się o Jadwidze, że umywała nogi biedakom, a sama chodziła boso, niczym chłopka. Nogi miała przez to zabłocone, a pięty twarde, ze spękaniami szerokimi na palec.

Jeśli wierzyć kronikarzom, z podobnego pragnienia ascezy księżna Kinga przez całe życie „nigdy nie zażywała ulgi  w kadzi lub w łaźni, „ani też żadną wodą nie obmywała twarzy, jak tylko przy okazji komunii albo w wielkiej potrzebie”.
Ryszard Kiersnowski, historyk średniowiecza,  sceptycznie podchodził do tych przekazów, widząc w nich zbeletryzowany „negatyw” grzesznego życia. Wszelako i grzesznik niedaleki był od higienicznej ascezy – podczas zjazdu krawców śląskich w Świdnicy w 1361 roku postanowiono między innymi: „Każdy czeladnik powinien chodzić ze swym mistrzem do kąpieli, a nie wysyłać innego czeladnika za siebie, a jeśli mistrz jakiemuś czeladnikowi na to pozwoli, ten będzie winien cztery funty wosku”.

Zabójcza woda

W nie mniejszym stopniu niż mody religijne, zanegowały sens czystości ówczesne odkrycia naukowe. W obliczu szalejącej w Europie dżumy, przyjął się pogląd, że rozprzestrzenianiu choroby sprzyja woda, która rozpulchnia skórę i czyni ją podatną na przenikanie chorób.

Pojawiały się zatem zalecenia, aby zamykać pory, zwłaszcza u małych dzieci, najbardziej narażonych na choroby. I zamykano – łojem, oliwą, albo mieszanką popiołu, sproszkowanego ołowiu, olejku różanego i wina. O ile wobec noworodków kąpiel była wskazana „dla odpowiedniego kości kształtowania”, dorośli winni traktować ją z daleko idącą ostrożnością. Jeśli już – unikać wody gorącej, korzystając raczej z letniej, a najlepiej z zimnej, która nie otwiera porów, a nadto odpowiednią gibkość nadaje ciału.

Czas odrodzenia bynajmniej nie przedefiniował zasad higieny, choć liczne miłosne utwory wskazują, że panna, która nie przemywała ust wodą cynamonową, dłubiąca w nosie i nie myjąca rąk nie wzbudzała entuzjazmu kawalerów.

XVI wiek z kolejnymi epidemiami dżumy był kolejną uderzeniem w higienę. Upowszechniło się twierdzenie o szkodliwości wody w zabiegach higienicznych, masowo zamykano więc łaźnie. Odzież chroniąca przed morem miała ściśle przylegać do ciała, aby niebezpieczne powietrze ześlizgiwało się po niej nie natrafiając na zbędne szczeliny.

Erazm, mędrzec z Roterdamu zalecał co prawda, aby przed posiłkami nie unikać mycia rąk, a także aby dzień zaczynać od mycia twarzy zimną (koniecznie!) wodą, daleki był od propagowania ryzykownego mycia przez zanurzenie. Inni specjaliści radzili przeciwdziałać odorowi spod pach poprzez pocieranie gałkami różanymi. cdn...
Zrodlo - Swiat Zdrowia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz